Link: http://www.aliexpress.com/item/Elite99-Metallic-Mirror-Effect-Soak-Off-UV-LED-Gel-Nail-Polish-Metal-Firebrick/32267356001.html?spm=2114.13010208.99999999.5.OqDRaX
Żel jest dosyć rzadki. W konsystencji może minimalnie rzadszy niż Hardi.
Nakładanie jest więc tak samo problematyczne. Szczególnie gdy chcemy
również krzywą C nadbudować.
Po próbie odmoczenia mogłam spokojnie nakładać żel na obie dłonie.
Zacznę od rzeczy najważniejszej - od tego jak przygotowałam
paznokcie oraz jak aplikowałam dany produkt. Ponieważ od tego w głównej
mierze zależy trwałość. Oczywiście osoby znające się na rzeczy mogą tą
część recenzji pominąć. Ewentualnie udzielić jakiejś rady, jeśli coś
robię źle. Profesjonalistką nie jestem. Ale wolę dokładnie opisać
również proces, żeby nie było niedomówień. Po kolei:
1.
Usunęłam
z
paznokci wszelkie resztki starych manicure... odmoczyłam wszystko do
gołego paznokcia i spiłowałam długość niemal do zera (zostawiłam tylko
tyle wystającego paznokcia ile wymaga podłożenie szablonu). Piłowanie do
zera oczywiście nie jest konieczne... ja ścięłam swoje, żeby zrobić test przedłużania i przy okazji żeby trochę
odżyły. Teraz pod przedłużeniem będą sobie znów powoli rosnąć. Tak moje pazury prezentowały
się przed przedłużaniem:
2.
Zmatowiłam pazurki
bardzo drobnoziarnistą polerką - używam takiej 7 etapowej i do
matowienia używam 3 najdelikatniejszych stron. Pamiętajcie, że do
hybrydy nie trzeba piłować płytki. Wystarczy kilka razy lekko
przejechać. Standardowych białych bloczków polerskich do naturalnej
płytki nie używam nigdy.
3.
Przed przystąpieniem do przedłużania
przygotowałam sobie szablony. Jestem z tych nieszczęsnych dusz, które
muszą je sobie docinać dodatkowo, bo inaczej nie pasują do kształtu
paznokci. Dobrze dopasowany szablon to podstawa przedlużania.
4.
Dokładnie oczyściłam ręce z pyłu i odtłuściłam obficie cleanerem. Jedną
rękę posmarowałam primerem, drugą nie (chciałam przetestować, czy w moim
przypadku wpłynie to w jakimś stopniu na trwałość). Potem cienka
warstwa bazy i ręka do lampy diamond na 60s (tak na wszelki wypadek
każdą warstwę utwardzałam dłużej niż trzeba). Po utwardzeniu bazy
nakleiłam szablony, które przygotowałam sobie wcześniej.
5.
Przedłużanie wykonywałam robiąc po dwa palce naraz, ktoś bardziej
wprawiony pewnie robiłby od razy 4. Ja od dawna nie budowałam pazurów
więc chciałam uniknąć ryzyka wszelkich niedoróbek, które mogłyby wpłynąć
na trwałość, typu: spłynięcie żelu na skórki, złe dopasowanie szablonu i
nadlanie się żelu pod paznokieć itp.
6.
Pierwszą warstwę żelu
nakładałam cienko na paznokciu i od razu nadlewałam go na szablon na
mniej więcej taką długość, jaką chciałam uzyskać. I do lampy na 60s. Żel
wydziela dużo ciepła (tak samo jak Hardi), dlatego jeśli poczujecie, że
Was parzy to wyjąć na chwilę palca i znów wsadzić do lampy, gdy
nieprzyjemne odczucie minie.
7.
Drugą warstwę nakładałam cienko na
całą powierzchnię paznokcia i części przedłużone. Krzywą budowałam
później, już hurtowo. Czemu? Bo żel jest mocno lejący i jeśli będziemy
kłaść od razu dużą ilość na każdy palec kolejno to zanim zrobimy
ostatnie pazury, żel spłynie nam na paznokciach robionych na początku.
Tak więc gdy wszystkie pazury są cienko pokryte drugą warstwą żelu to w
miejscu gdzie znajduje się nasza linia stresu aplikujemy większą kroplę
żelu. I przechylamy rękę w różne strony tak, aby żel ładnie się nam
wypoziomował w formie wzgórka. Przed włożeniem do lampy jeszcze na
chwilkę odwróciłam palce do góry nogami. Biorąc pod uwagę, że w tym
wypadku żel nakładany był grubiej to i utwardzałam je trochę dłużej.
Jak rozpoznać gdzie jest linia stresu? Ja u siebie uwypuklam paznokcia w
miejscu, gdzie najczęściej mi się on łamie. Czyli gdy nacisnę czubek
paznokcia w dół... to miejsce w którym paznokieć się zagina jest naszą
linią stresu. Nie wiem, czy dobrze to wyjaśniłam. Jeśli bredzę to mnie
poprawcie, albo dajcie odnośnik do jakiegoś fajnego tutoriala.
Tak prezentowało się to przed opiłowaniem kształtu:
8.
Trzecią warstwę żelu dawałam w razie konieczności – jeśli któryś wyszedł za cienko lub krzywo.
9.
Pilniczkiem o gradacji 180 wyrównałam krawędzie nadając im kształt
migdała oraz wypolerowałam wszelkie nierówności na powierzchni
nadbudowanego pazura nadając im jak najbardziej opływowy kształt. Po opiłowaniu wyglądało to tak:
10.
Dalej po obmyciu pyłu już można nakładać normalnie kolor i top. Resztę manicure utwardzałam już po 30 sekund w diamenciku.
Przy ocenie trwałości przedłużenia muszę zaznaczyć kilka faktów:
Nie mam męża, dzieci, ani nie jestem typową Panią Domu. Gary myję
dopiero jak mi się nazbiera za duży stos i nie mam nic czystego do
zrobienia sobie kawy. Jak gotuję to tak, by starczyło na kilka dni.
Rzadko piorę ręcznie. Mam tylko kabinę prysznicową, więc nie wiem do
końca czy żel namięka w kąpieli. Nie mam styczności z silnymi
detergentami. Nie uprawiam sportów. Generalne porządki robię raz w
tygodniu. Czyli ogólnie nie prowadzę zbyt intensywnego życia
:)
Do tego nie zalewam skórek, ani nie pozwalam aby mi się żel wylał pod szablony. Od spodu wszystko równiutko zawsze przylega.
Po przedłużeniu nałożyłam kolor.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Po
tygodniu spiłowałam kolor.
Przedłużenie pod spodem pięknie trzymało - zero podpowietrzeń, odkruszeń
itp. Postanowiłam więc tylko uzupełnić ten milimetrowy odrościk, wyrównać i nakładać nowy
kolor. Tak się to prezentowało po uzupełnieniu:
I na to nałożyłam nowy kolor.
KOLEJNE 6 DNI PÓŹNIEJ:
Spiłowałam sobie kolor na lewej ręce, a prawą odmoczyłam. Przedłużenie
na obu rękach było bez najmniejszych uszczerbków. Znów żal było mi
ściągać tą jedną rękę. Ale obiecałam i tak też zrobiłam.
I powiem Wam... popełniłam błąd z tym odmaczaniem.
Postanowiłam nie spiłowywać nadmiaru tylko odmoczyć całość razem z
lakierem, czyli... 2-3 warstwy żelu + krzywa C + 3 grubsze warstwy cat
eye + aceton = „o ja pier**e!!!” Nie pamiętam szczerze mówiąc jak
odmaczał się hard przy tak solidnie nadbudowanych pazurach, ale tutaj
byyyyło ciężko. Plus jest taki, że żel trzyma bardzo dobrze, nie
podpowietrzał mi się w ogóle, pazury twarde. Dla mnie więc jest
idealnie. Spiłowanie nadbudowanych pazurów frezarką to chwila moment.
Tak więc polecam też żel dziewczynom, które wolą piłować kolor i
uzupełniać odrost oraz dziewczynom które tylko wzmacniają naturalną
płytkę jedną lub dwoma cieniutkimi warstwami takiego specyfiku. Ale jak
ktoś chce odmaczać co półtora lub dwa tygodnie i ciągle robić od nowa
przedłużenie... ojojoj ja bym nie miała cierpliwości. A tak wyglądały
pazury po odmoczeniu tego wszystkiego. Bo w końcu się udało oczywiście :D

No
więc prawa ręka została dziś wzbogacona Hardem. O dziwo mimo, że
Semilac jest bardziej gęsty to znacznie ciężej robiło mi się nim pazury.
Strasznie mi spływał i zalewał skórki. Reinforce ma ten (o dziwo)
plusik, że lekko ucieka z brzegów, szczególnie przy pierwszej warstwie.
Dzięki temu nie ma aż takiej tendencji do spływania. Niestety po odmoczeniu pazurków musiałam też trochę długość opiłować więc trzeba było przedłuzyć troszkę bardziej. Szponki przedłużone
o tak:
Przeprowadziłam
również test ciepłej wody. Po 15 minutach w gorącej wodzie oba żele trochę zmiękły... ale w tej
próbie korzystniej wypadł Elite99 (pozostał bardziej
stabilny mimo znacznie cieńszych warstw). A że zużyłam już w swojej karierze prawie dwie buteleczki Harda więc mogę już wstępne porównanie wstawić.
KOLEJNY TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:
To już 3 tygodnie z Reinforce Gelem i jeden tydzień z Semi Hardi.
Na razie obie ręce świetnie się trzymają.
Reinforce Gelu użyłam również na mamie w celu usztywnienia naturalnej płytki. Kładłam jej dwie cieniutkie warstwy.
Ona
ma baaardzo problematyczną płytkę i ogólnie pracuje w ciężkich dla
paznokci warunkach... i mani wytrzymuje zwykle tydzień, w porywach do
półtora. Na tym żelu wytrzymały 2 tygodnie i jeden dzień zanim jeden z paznokci odpadł. Użyłam na niej ten żel razem z primerem bezkwasowym Semilac i
bazą Elite. Jak dla
mnie sukces. Od razu pokaże jak wyglądają resztki pod odmoczeniu takich
dwóch warstewek. Tak więc problem z odmaczaniem pojawia się raczej tylko
przy nadbudowaniu paznokci, bo wtedy robimy je dosyć grubo. Ale
wzmacnianie naturalsów to odchodzi potem całkiem znośnie.
6 DNI PÓŹNIEJ:
palec
wskazujący budowany Semilac Hardem zaczął się odklejać na granicy
przedłużenia. Czyli pierwszy uszczerbek wystapił po 13 dniach.
Zbudowałam pazura od nowa. Resztę palców uzupełniłam tylko na
odroście. Druga ręka na której mam reinforce gel nadal trzyma. Jeden
palec trochę się odkruszył przy skórce podczas ściągania koloru
frezarką, ale załatałam, uzupełniłam odrost i dalej śmigam z tym
przedłużeniem... to już równiutko 4 tygodnie.
5 DNI PÓŹNIEJ:
Dziś
muszę spiłować i odmoczyć Harda... czyli po prawie 2 i pół tygodnia Semilac do
wymiany. Niestety podpowietrzył się w
kilku miejscach i zaczął odstawać, a przy jechaniu frezarką leciał w strzępach przy
skórkach. Mały palec przy piłowaniu koloru odpadł na przedłużeniu.
Reinforce na razie się trzyma. Kolejny palec trochę odszedł przy
skórce, ale dałoby radę podpiłować ubytek, załatać, uzupełnić odrosty i dalej w nich
jeszcze pośmigać. Niestety długość spiłowałam już do tego co mi odrosły
naturalki pod spodem. Teraz będzie mi ten żel służyć tylko do
wzmacniania płytki, aby mi paznokcie nie pękały przy zapuszczaniu.
postanowiłam
odmoczyć od razu obie ręce i zobaczyc dokładnie jak się oba produkty
odmaczają przy takiej samej ilości produktu na paznokciu. No więc Hardi
po odmoczeniu w acetonie robi się kruchy i można go spokojnie zeskrobać z
paznokcia. Reinforce pod acetonem nie
odmacza się lecz delikatnie rozmięka i stopniowo odkleja się od płytki
paznokcia. Zazwyczaj najpierw brzegi. Trzeba więc odskrobać to co
odeszło od paznokcia i dalej znów wsadzić w klipsa. No i niestety w
miejscu gdzie paznokieć był najgrubszy (krzywa C) w ogóle nie idzie
odmoczyć. Trzeba spiłować nadmiar do w miarę cieńszej warstwy i dopiero
ponownie włożyć w klips. Po tym już odejdzie raczej bez problemu. Nie zalecam
zrywania na siłę, bo przylega naprawdę bardzo mocno do paznokcia i
odrywanie żelu może się źle skończyć.... Nie trzeba go w każdym razie
piłować do gołego paznokcia jak w przypadku żeli twardych. Jednak
odmaczanie jest znacznie bardziej problematyczne.
Mimo to nadal uważam
że Reinforce w tej walce wygrał, bo mi akurat zależy na maksymalnej
trwałości... aby móc przez ileś tygodni z rzędu tylko spiłować kolor i
uzupełniać odrost żelu.
W przypadku Harda niestety po dwóch i pół
tygodnia trzeba było jednak zdjąć wszystko.
Reinforce miałam na ręce od 5
tygodni (bez dwóch dni) i spokojnie mogłam kolejny raz tylko uzupełnić
odrost.